Utrata samodzielności

UTRATA SAMODZIELNOŚCI ­

Reorganizacja Wydziału Automatyki, polegająca między innymi na przemianowaniu Katedry Elektroniki Przemysłowej w Katedrę Elektroniki, nie utrzymała się długo. Następstwem wydarzeń 1969 r. była w skali całego kraju likwidacja tradycyjnych katedr w uczelniach wyższych. Na ich miejsce wprowadzono -podobno łatwiejsze do kierowania, a przede wszystkim kontroli - instytuty. Dzieliły się one na podległe sobie zakłady, które były jednostkami wewnętrznymi, bez prawa samodzielnego występowania poza uczelnią. Decyzje miały podłoże polityczne, względy merytoryczne raczej nie były brane pod uwagę. Zarządzeniem Ministra Oświaty i Szkolnictwa Wyższego z dnia 15.9.1971 roku, zlikwidowano więc katedry i powołano instytuty wydziałowe. Na Wydziale Automatyki powołano cztery instytuty: Instytut Automatyki Przemysłowej i Pomiarów (J.Siwiński), Instytut Kompleksowych Systemów Sterowania (S.Węgrzyn), Instytut Konstrukcji i Technologii Urządzeń Automatyki i Elektroniki (H.Kowalowski) i Instytut Aparatury i Automatyki Medycznej (J.Kopka). W tymże - 1971 r. - Ministerstwo zaakceptowało zainicjowany przez prof. S.Węgrzyna wniosek Rady Wydziału o zmianę nazwy Wydziału na Wydział Automatyki i Informatyki.

Instytut Elektroniki wszedł w skład Instytutu Konstrukcji i Technologii Urządzeń Automatyki i Elektroniki, jako Zakład Układów Elektronicznych i Matematycznych Maszyn Sterujących - chociaż uzasadnienie merytoryczne miała tylko pierwsza część tej nazwy. Zastępcą dyrektora Instytutu został prof. T.Zagajewski, kierownikiem Zakładu - piszący te słowa. Zmienił się częściowo skład osobowy nowego Zakładu. Do Instytutu Aparatury i Automatyki Medycznej odszedł m.in. doc. J.Kopka (wcześniej doc. A.Kwieciński)1)

Tak więc jako samodzielna jednostka organizacyjna Katedra Elektroniki przestała istnieć. Stała się cząstką, (zakładem) dużego instytutu o nazwie sztucznej i długiej jak tytuł hiszpańskiego księcia. Obserwowaliśmy uważnie Profesora, który formalnie szefem być przestał.

Zachowywał dostojny spokój i raczej stronił od rozmów na temat reorganizacji. Ujawniła się tu Jego charakterystyczna cecha: nie angażować się w sprawy błahe, które nie są warte wysiłku, lub niemożliwe do załatwienia na zbyt niskim szczeblu. Gdy jako najbliżsi współpracownicy usiłowaliśmy wciągnąć Go w dyskusję i rozważania na temat rozwiązań wariantowych, wyłączał ten temat z rozmowy krótkim machnięciem ręki, albo odchylony na oparcie krzesła milcząc słuchał naszych jałowych tyrad. Muszę tu jednak zaznaczyć, że gdy uważał jakąś sprawę za ważną, uparcie bronił swego stanowiska na przykład na posiedzeniach Kolegiów Instytutu, Rady Wydziału lub Senatu.

Kiedyś, w bezpośredniej rozmowie, gdy prowadziłem przed Profesorem monolog na temat ogólnej sytuacji, powiedział coś takiego: "w Polsce - w tym przypadku na szczęście - żadnych spraw nie doprowadza się do końca, działanie czasu i ludzi rozmywa je, stają się nieostre i jeśli miały być dokuczliwe, po latach dokuczać przestają". W tym swoim sądzie miał niewątpliwie rację, był odprężony i zaczął też, chyba częściej niż poprzednio, chodzić na cotygodniowe wycieczki w góry latem i uprawiać, zapomnianą w Polsce, turystykę narciarską, w zimie.

Którejś jesieni, w wolny dzień, Aleksander Kwieciński i ja, wyciągnęliśmy Profesora na szybowisko na górze Żar, koło Międzybrodzia Bialskiego. Alek Kwieciński, jako pilot szybowcowy z licencją, miał tam łatwy dostęp. Sądzę, że były to dla Szefa pierwsze w jego życiu loty szybowcowe. Wyglądał na zadowolonego ...


Od prawej prof.T.Zagajewski i doc.A.Kwieciński obok szybowsca

Chociaż Profesor pełnił w istocie funkcję zastępcy dyraktora Instytutu, to zajęcie owo nie absorbowało go zbytnio. Mógł więc znaleźć sporo czasu na ciekawe rozmowy, zupełnie zresztą przypadkowe i nie planowane. Zaglądał do mojego pokoju, siadał na krześle i pytał: co nowego? Wiedział bardzo dobrze "co nowego" gdyż przez cały ten czas także był w Zakładzie. Ale była to introdukcja do wymiany myśli, która schodziła czasem z tematów błahych na poważniejsze, na analizę sytuacji w kraju, perspektywy zmian itp. Ot takie "długie rodaków rozmowy". Pamiętam, prowadzony w czasie jednego z takich spotkań, spór, czy dyskusję na temat oceny przyczyn ogólnej stragnacji, niedołęstwa i złej organizacji w kraju. Przekonywałem Profesora, iż są to cechy narodowe, które narastały przez stulecia. Profesor twierdził, że to typowe cechy ustojowe. W końcu zgodziliśmy się, że było to swoiste działanie synergetyczne: ustrój pomagał złym cechom narodowym, złe cechy wzmacniały nieszczęsny ustrój.

Dyskutowaliśmy także o sprawach związanych z naszym zawodem, z dydaktyką. Niepokoiła mnie zwłaszcza mała liczba słuchaczy uczęszczających na wykłady. Dziwiła mnie niekonsekwencja w ich postępowaniu: walczą o dopuszczenie na studia, a później z nich nie korzystają. Szukałem sposobów na zaradzenie tej sytuacji. Profesor nie był maksymalistą. Wychodził z założenia, że jeśli na stu słuchaczy z wykładu rzetelnie skorzysta kilkunastu lub nawet kilku, to czas i wysiłek wykładowcy nie został zmarnowany. Miał niewątpliwie słuszność. Takie stanowisko kazała mu zająć jego wiara w człowieka i demokratyczne poglądy. Zgadzałem się z tym, chociaż dla mnie brzmiało to wciąż jak motto Armii Zbawienia: "jeśli na sto osób, które skorzystają z naszej pomocy tylko jedna jedyna na nią rzeczywiście zasługuje, to i tak nasza praca miała sens".

Utrata samodzielności Katedry nie wpłynęła na bieg procesu dydaktycznego, chociaż Katedra uległa jak gdyby hibernacji. Swoje podstawowe obowiązki wykonywała nadal, programy zajęć nie uległy zasadniczej zmianie, wzrosła tylko liczba przedmiotów specjalistycznych. W ciągu prawie czterech lat istnienia tego stanu, w Zakładzie odbyły się obrony 51 dyplomów na studiach dziennych i 22 na studiach dla pracujących, wszystkie z zakresu elektroniki. Publikacje, krajowe i zagraniczne, pracowników Zakładu, przekroczyły liczbę 30. Rozwijano dalej działalność w zakresie opracowywania nowych typów elektronicznych maszyn dydaktycznych, a dla potrzeb górnictwa opracowano serię prototypową elementów logicznych, które zostały wdrożone do produkcji. Wyszło drugie (1972) i trzecie (1973) zmienione wydanie "Układów elektroniki przemysłowej", najważniejszej książki Profesora. Pojawiło się zmienione wydanie "Elektroniki przemysłowej" (1972) nie wspominając o licznych skryptach. Niestety we wspomnianym okresie nie został obroniony w Zakładzie żaden przewód doktorski; nastąpiła pewna stagnacja w rozwoju kadry.

Z drugą reorganizacją Wydziału, wiązało się w pewnym sensie, przyspieszenie prac nad kontynuacją budowy nowego gmachu. Wydział wskutek wciąż rosnącej liczby studentów i pracowników borykał się z coraz większymi trudnościami lokalowymi. Wykłady musiały się odbywać niejednokrotnie w pomieszczeniach innych wydziałów , a nieustanne wędrówki studentów nie sprzyjały procesowi nauczania. Na przełomie lat 60 i 70 rozpoczęto prace związane z budową nowego gmachu Wydziału, chociaż jeszcze wcześniej przygotowano założenia projektowe (prof. T.Zagajewski). Seniorem budowy został prof. E.Romer. W marcu 1973 r. oddano część wysokościowych skrzydeł gmachu do dyspozycji Wydziału. Znalazł w nich między innymi miejsce Instytut Konstrukcji i Technologii Urządzeń Automatyki i Elektroniki wraz z Zakładem, a także Instytut Kompleksowych Systemów Sterowania. Cały budynek został oddany we wrześniu 1973 r., tzw. hala technologiczna na przełomie 1975/76 r.


"Gmaszydło" Wydziału Automatyki, Elektroniki i Informatyki Politechniki Śląskiej

Uzyskanie nowych pomieszczeń przez Zakład pozwoliło na dalszy rozwój laboratoriów i prac naukowych; stworzyło podstawy i warunki do rozwoju prac własnych młodych nauczycieli akademickich. Z tymi założeniami Zakład wkroczył w ostatnie stadium historii rozwoju elektroniki w Politechnice Śląskiej. Ucieleśniło się to powołaniem w 1974 r. Instytutu Elektroniki.

Przypisy

1) Pracownikami Zakładu Układów Elektronicznych i Matematycznych Maszyn Sterujących byli pracownicy dawnej Katedry Elektroniki.

­